Ta strona korzysta z technicznych i przyswajalnych plików cookie oraz plików cookie stron trzecich użytkownika w formacie grupowym, aby uprościć nawigację online i chronić korzystanie z usług. Aby dowiedzieć się więcej lub odmówić zgody na użycie jednego lub dowolnego z plików cookie, kliknij tutaj. Zamknięcie tego banera, przeglądanie tej strony lub kliknięcie czegokolwiek będzie traktowane jako wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookie.

Zamknij

Order of Malta

Aktualności

Relacja z transportu humanitarnego do Horodni (obw. Czernihowski)

09/05/2022 


Poniżej zamieszamy relację z transportu humanitarnego zorganizowanego przez oddział Krzeszowice, zapraszamy do zapoznania się:
„Kochani, udało się !!!

W miniony weekend dotarliśmy z pomocą humanitarną, właśnie tam gdzie była najbardziej potrzebna, w miejsce w które nie dotarł jeszcze żaden transport pomocy humanitarnej, do Horodni (12 tys. miasto położone około 20km od granicy Białoruskiej i 22km od granicy Rosyjskiej). Miejscowość ta była ostrzeliwana i okupowana już od pierwszych dni wojny, ale wszystko po kolei.
Przygotowania do tego wyjazdu zaczęliśmy już 2 tyg. wcześniej będąc we Lwowie, 23.04 umówiliśmy się z chłopakami z wojsk terytorialnych, że zorganizujemy dary i pojedziemy z nimi tam, gdzie pomoc jest najbardziej potrzebna. Umówiliśmy się, że pojedziemy 06.05 i zaczęliśmy przygotowania. Podjęliśmy decyzję, że w taką trasę nie warto jechać w mniej niż 4 samochody. Przed nami pierwsze wyzwanie, trzeba zdobyć 4 samochód. Trzeba znaleźć kogoś kto powierz nam sprzęt warty kilkadziesiąt tysięcy i pozwoli przejechać 2600km, z czego 2000km w kraju objętym wojną, w tym 500 km w rejonie niebezpiecznym, znajdującym się w zasięgu rosyjskiej artylerii, zaminowanym i w dalszym ciągu objętym działaniami wojennymi (grupy Rosjan dalej ukrywają się po lasach i wioskach i stanowiąc poważne zagrożenie), po drogach w których dziura na głębokość 50cm i o średnicy metra (dziury po pociskach artyleryjskich) to norma. Na szczęście udało się, pomógł Aleksander Miszalski (bardzo dziękujemy). Kolejna sprawa – paliwo no cóż po stronie Polskiej to nie problem, bierzemy FV na fundację i tankujemy, jednak po stronie Ukraińskiej diesla nie ma na stacjach. Zorganizowaliśmy kanistry na 180l. Jednak to mało !!! Mamy do zrobienia 2000 km, każde auto pali po około 11-12l/100km, potrzebujemy więc około 900 litrów paliwa !!! W bakach wwozimy 360l, po drugiej stronie trzeba kupić 360l. Tylko jak? Odpowiedź dostarczyli nam znajomi z obrony terytorialnej Lwowa, mamy bony na wojsko na zakup paliwa, trzeba tylko mieć pieniądze (FV na fundację nie wchodzi w grę), tu pomógł Wojciech Pogan zorganizował zbiórkę wśród znajomych, trochę dorzuciliśmy z własnych kieszeni i udało się kupić hrywny na paliwo dla nas i naszych przewodników z wojsk terytorialnych. Ok, to już ostatnia kwestia, co tam zawieziemy? Na szczęście i to nie okazało się problemem nie do rozwiązania. Dzięki ofiarności ALMA Kraków Pilotów 6, Bank Żywności w Krakowie, Inuits.KRK, EKO-Technika Jędrzej Zawadzki, Parafia MB Ostrobramskiej w Krakowie, Powiat Krakowski, Orthopädisches Spital Speising, siostry Hemma Jaschke przełożonej St. Koloman w parafi St. Katharina w Aspern, Dwór Kombornia Hotel & SPA **** i osobom prywatnym. Zebraliśmy 7t (40m3) darów, w tym głównie żywność, środki czystości i medykamenty, dodatkowo zakupiliśmy 2 stacje do uzdatniania wody i 4 przenośne kuchenki z butlami gazowymi i przyłączem do tankowania LPG.
W piątek o 15:00 wyruszyliśmy w drogę, każdy samochód miał jeszcze po drodze coś do załatwienia, coś do odebrania o 17:00 spotkaliśmy się wszyscy na MOP w Kłaju, szybkie tankowanie, obiad i w drogę. Jeden z naszych samochodów nie zatrzymywał się na postoju tylko od razu ruszył w kierunku Komborni, wszyscy znów spotkaliśmy się na stacji paliw 30km od przejścia Korczowa. Około 22:00 znów w komplecie wyruszyliśmy do przejścia granicznego, minęliśmy 3km korek samochodów czekających na odprawę i po około godzinie byliśmy już w Ukraińskim Krakowcu. Następnie w ciągu 40 min dotarliśmy do Lwowa. Na punkcie kontrolnym na wjeździe do miasta poczekaliśmy na naszych Ukraińskich przewodników i następnie udaliśmy się pod 2 adresy we Lwowie gdzie zostawiliśmy paczki z Polski. Następnie udaliśmy się już w kierunku Kijowa, droga do samego Kijowa jest dobrej jakości i już około 8:00 – 9:00 byliśmy na miejscu, tam przekazaliśmy 3 kolejne paczki z Polski i odebraliśmy 2 paczki do Polski. Spotkaliśmy się też w Kijowie z Panem który prowadzi dom opieki nad niepełnosprawnymi w Irpieniu, otrzymał on od nas kilkaset kilogramów jedzenia i środków czystości dla podopiecznych ( w zasadzie zapchaliśmy do pełna dwa samochody terenowe którymi przyjechał) i następnie rozpoczęliśmy poszukiwania stacji paliw. Pierwsza stacja powiedziała nam że, mimo że mamy odpowiednie bony z wojska, możemy tu zatankować tylko 10l i to tylko do 3 samochodów, po chwili negocjacji udało się zatankować po 10l do 5 samochodów. Następnie udaliśmy się na następną stację tam paliwa nie było w ogóle, tak jak i na kolejnej, dopiero na trzeciej stacji pozwolili nam zatankować po 50 litrów na samochód, nasi znajomi z Ukraińskiego wojska załatwili, że zatankujemy po 50l plus uzupełnimy 2 kanistry które zużyliśmy po drodze, zatankowaliśmy więc 250l i w drogę. Kierunek Czernichów, przed nami około 2 godziny drogi, 150km, drogami których mało kto umie sobie wyobrazić. Trasę pokonywaliśmy w dużym skupieniu jadąc cały czas z prędkością 70-100 km/h mimo że na drodze potrafiły być dziury, w których można stracić koło wraz z kawałkiem zawieszenia, jednak sam stan dróg to nie problem, okoliczne lasy są zaminowane, a dodatkowo dalej ukrywają się tam rosyjscy żołnierze, którzy polują na transporty. Z tego powodu zgodnie z instrukcjami wydanymi przez naszych kolegów trzymaliśmy się razem i jechaliśmy najszybciej jak mogliśmy. Po drodze mijaliśmy spalone rosyjskie czołgi i inną technikę zbrojną. Dodatkowo nie przejechaliśmy przez żaden oryginalny most, wszystkie mosty zostały wysadzone, a obecnie obok nich stworzono prowizoryczne przeprawy. Sam Czernichów jest mocno zniszczony, uszkodzeniom uległy domy, drogi, budynki publiczne, samochody, w zasadzie widać że bombardowane było wszystko. W Czernichowie zatankowaliśmy zakupione w Polsce butle gazowe. następnie odbiliśmy na Horodnie, a tuż przed nią skręciliśmy do Kphrivki. To mała wioska która przez 2,5 miesiąca była odcięta od świata ze względu na wysadzony most i rosyjską okupację, ze słów mera Horodni wynika że byliśmy pierwszym transportem humanitarnym który tam dotarł. Część darów rozdaliśmy bezpośrednio mieszkańcom, kolejną część przekazaliśmy do domu dziecka, a ostatnią część do domu starców. Do domu dziecka i domu starców przekazaliśmy również kuchenki przenośne wraz z butlami gazowymi. W międzyczasie porozmawialiśmy z merem nt. jakości wody, na szczęście z tym nie ma problemu. Skonsultowaliśmy się z Natalią z obrony terytorialnej Lwowa, gdyż organizują oni transport do Charkowa i Mikołajowa, tam obecnie toczą się walki i stacje do uzdatniania wody bardzo się przydadzą, postanowiliśmy zrobić szybki instruktaż z metody montażu i uruchomienia urządzenia i przez naszych znajomych wysłaliśmy stacje dalej. Stacje te posiadają 5 stopni filtracji, system sterowania ciśnieniowego z rezerwuarem, oraz lampę UV do dezynfekcji, dzięki agregatowi prądotwórczemu, są w pełni autonomiczne i umożliwiają zorganizowanie punktu poboru wody pitnej o wysokiej wydajności w dowolnym miejscu. Następnie udaliśmy się na nocleg w do ośrodka rybackiego nad Dnieprem 20km od reaktora w Czarnobylu. Tam złapaliśmy 2/3 godziny snu i dalej w drogę. Z ośrodka wyjechaliśmy o 5:40, około 8:00 byliśmy w Kijowie, właśnie trwał alarm bombowy, pojechaliśmy na stację, dzięki bonom od naszych kolegów, mogliśmy zatankować 75l paliwa, łącznie do 4 samochodów, obliczyliśmy kto ile ma i ile potrzebuje i podzieliliśmy tankowanie w odpowiedni sposób. I ruszyliśmy w stronę Lwowa, w drodze powrotnej nie mieliśmy już asysty wojskowej, więc nie mogliśmy też nigdzie zatankować, tankowaliśmy po jednym kanistrze, jak już kończyło się paliwo w samochodzie i jechaliśmy dalej. Po drodze zjedliśmy obiad w restauracji w miejscowości Rivne, była godzina 14-15, restauracja znajduje się przy głównej drodze z zachodu do Kijowa i byliśmy jedynymi klientami. Przepyszny obiad kosztował nas 160 hrywien od osoby (około 21 zł za dwudaniowy obiad z kompotem). Następnie udaliśmy się do Lwowa, gdzie odebraliśmy kolejne paczki do Polski i rannego żołnierza który miał trafić do szpitala w Polsce. W drodze powrotnej minęliśmy 30km korek samochodów ciężarowych czekających na odprawę. W domach byliśmy około 3:30 w poniedziałek, większość z nas za parę godzin zaczynała pracę.
Podsumowując, po spędzeniu 61 godzin w trasie, pokonaniu 2300km, przetransportowaniu 7t (40m3) darów, przespaniu się łącznie 4 godzin w ciągu 3 dni, możemy powiedzieć udało się, POMOGLIŚMY. Pamiętajcie jednak że to tylko dzięki wam to wszystko było możliwe bez waszego wsparcia, nie mielibyśmy co wieźć i czym ( wszak paliwo nie jest za darmo), dziękujemy wam za to, ale jednocześnie prosimy o dalsze wsparcie, wojna trwa, zło się panoszy, dajmy ty ludziom choć odrobinę nadziei, że nie zostali sami, że mogą na nas liczyć. Uwierzcie, dla nich nasz kraj jest bohaterem, my wszyscy jesteśmy ich bohaterami.”

P.S.
Filmiki z wyjazdu w komentarzach w poście: